Szuman - Nowy dzień
Komentarze (5)
kiedyś końcu umrę kurwa jak ten czas upływa
miałem 15 lat pierwszy raz na torach po to by zakończy swoje życie to powraca coraz mocniej ,
Długie światła i trąbi
Mam marzenie nie umierać, ale przestać wątpić
W cztery oczy z iwego stary będzie blisko
Nie patrz w oczy kierowcy tylko skacz
Niech nie płynie rzeka łez bliskich
Jeśli płakać, to ze szczęścia
Bo wyniszczony człowiek znajdzie spokój
Krew w pięściach wystygnie, czas rany zagoi
Bo goi, jest dobrze, bo goi
Tak lekko, pokoik w moim niebie na mnie czeka
Mam marzenia, by w pokoiku przy stoliku pić eliksir zapomnienia
Być sam tak daleko od koszmarów tych
Które kładą, cień a wiesz o nich tylko ty
Ja nie umrę nigdy, bo ja nie umieram wcale
Śmierć mnie nie chce widzieć
Ja tyle razy stałem na krawędzi
Z zwierzchnością oko w oko
Umierałem tyle razy, ale ciągle ciągne ten wózek
Swym zapałem pasującym do kamieni
Wkurwiam naraz, kiedy pragnę żyć, to niechce
I na odwrót
Choć się staram z kostuchą dogadać
To jak ta pizda kręci
Smokowi pomogła ami nie chce przyjebać pieczęci
Na bilecie go to wymarzony Eden
Chociaż rzucić okiem jak wygląda raj
Bo nie wiem, czy w ogóle warto walczyć jest to pytanie
Dręczy, jeśli walczyć, to do, kiedy od dawna się kręci
W kółko powraca i łape wciąga(?) w bagno
Gotów sytuacje, które chęć do życia kradną
Roztrzaskane pięści blizny ból coraz więcej
Rozpierdolić w pizdu i umrzeć czym prędzej
Moje brudne serce tłoczy brudną krew
Brudnymi żyłami płynie
Ta tęsknota i gniew
Zaproszenie, by zatańczyć ostatni raz
Tango śmierci
Po czym zasnąć na zawsze z pamięci
Kasując te wszystkie złe myśli
Przekleństwa kurewstwa
Co żyją mym życiem
Jest jak choroba dziedziczna
Bez powodu nabyta
I wyniszcza człowieka nie dając mu żyć pełnią życia
Myślę opcja eutanazja
Pod kołami tira, gdy nadarzy się okazja
Bo ja w takich chwilach sram na, to życie
Sam zabić siebie mam ochotę
Happy End stylem bycie
Oznajmij światu
Tak rozkminiam, kiedy sił brakuje
I brakuje wiary, by ponaprawiać błędy
CO ciążą i huj z tym moje, czy czyjeś
Na krawędzi, ale ciągle żyje
Kiedy przyjdzie nowy dzień
Kiedy wstanę rano
Spojrzę w lustro i zobaczę twarz do wczoraj przegraną
Cały czas odmienię ten
Smutek płynie ze snem
Jutro będzie nowy dzień
Chociaż teraz jestem
Kiedy przyjdzie nowy dzień
Wtedy wstanę rano
Spojrzę w lustro i zobaczę w ten szanse na wygraną
Wczorajsze zwątpienie i smutek płynie ze snem
Jutro będzie nowy dzień
Bo ty przy mnie jesteś
kiedyś końcu umrę kurwa jak ten czas upływa
miałem 15 lat pierwszy raz na torach po to by zakończy swoje życie
Długie światła i trąbi
Mam marzenie nie umierać, ale przestać wątpić
W cztery oczy z iwego stary będzie blisko
Nie patrz w oczy kierowcy tylko skacz
Niech nie płynie rzeka łez bliskich
Jeśli płakać, to ze szczęścia
Bo wyniszczony człowiek znajdzie spokój
Krew w pięściach wystygnie, czas rany zagoi
Bo goi, jest dobrze, bo goi
Tak lekko, pokoik w moim niebie na mnie czeka
Mam marzenia, by w pokoiku przy stoliku pić eliksir zapomnienia
Być sam tak daleko od koszmarów tych
Które kładą, cień a wiesz o nich tylko ty
Ja nie umrę nigdy, bo ja nie umieram wcale
Śmierć mnie nie chce widzieć
Ja tyle razy stałem na krawędzi
Z zwierzchnością oko w oko
Umierałem tyle razy, ale ciągle ciągne ten wózek
Swym zapałem pasującym do kamieni
Wkurwiam naraz, kiedy pragnę żyć, to niechce
I na odwrót
Choć się staram z kostuchą dogadać
To jak ta pizda kręci
Smokowi pomogła ami nie chce przyjebać pieczęci
Na bilecie go to wymarzony Eden
Chociaż rzucić okiem jak wygląda raj
Bo nie wiem, czy w ogóle warto walczyć jest to pytanie
Dręczy, jeśli walczyć, to do, kiedy od dawna się kręci
W kółko powraca i łape wciąga(?) w bagno
Gotów sytuacje, które chęć do życia kradną
Roztrzaskane pięści blizny ból coraz więcej
Rozpierdolić w pizdu i umrzeć czym prędzej
Moje brudne serce tłoczy brudną krew
Brudnymi żyłami płynie
Ta tęsknota i gniew
Zaproszenie, by zatańczyć ostatni raz
Tango śmierci
Po czym zasnąć na zawsze z pamięci
Kasując te wszystkie złe myśli
Przekleństwa kurewstwa
Co żyją mym życiem
Jest jak choroba dziedziczna
Bez powodu nabyta
I wyniszcza człowieka nie dając mu żyć pełnią życia
Myślę opcja eutanazja
Pod kołami tira, gdy nadarzy się okazja
Bo ja w takich chwilach sram na, to życie
Sam zabić siebie mam ochotę
Happy End stylem bycie
Oznajmij światu
Tak rozkminiam, kiedy sił brakuje
I brakuje wiary, by ponaprawiać błędy
CO ciążą i huj z tym moje, czy czyjeś
Na krawędzi, ale ciągle żyje
Kiedy przyjdzie nowy dzień
Kiedy wstanę rano
Spojrzę w lustro i zobaczę twarz do wczoraj przegraną
Cały czas odmienię ten
Smutek płynie ze snem
Jutro będzie nowy dzień
Chociaż teraz jestem
Kiedy przyjdzie nowy dzień
Wtedy wstanę rano
Spojrzę w lustro i zobaczę w ten szanse na wygraną
Wczorajsze zwątpienie i smutek płynie ze snem
Jutro będzie nowy dzień
Bo ty przy mnie jesteś
kiedyś końcu umrę kurwa jak ten czas upływa
miałem 15 lat pierwszy raz na torach po to by zakończy swoje życie to powraca coraz mocniej ,bliżej długie światła i trabi mam marzenie nie umierac ale przestac wądpi w cztery oczy z innego stary bedzieblisko ty nie czekaj niepatrz w oczy kierowcy tylko skacz! Niech niepłynie rzeka łez bliskich jeśli płaka to ze szczęścia bo wyniszczony człowiek znajdzie spokuj krew w pieściach wystygnie czas rany zagoi pogoi jest dobrze pogoi tak lekko pokroi
To powraca coraz mocniej, bliżej
Długie światła i trąbi
Mam marzenie nie umierać, ale przestać wątpić
W cztery oczy z iwego stary będzie blisko
Nie patrz w oczy kierowcy tylko skacz
Niech nie płynie rzeka łez bliskich
Jeśli płakać, to ze szczęścia
Bo wyniszczony człowiek znajdzie spokój
Krew w pięściach wystygnie, czas rany zagoi
Bo goi, jest dobrze, bo goi
Tak lekko, pokoik w moim niebie na mnie czeka
Mam marzenia, by w pokoiku przy stoliku pić eliksir zapomnienia
Być sam tak daleko od koszmarów tych
Które kładą, cień a wiesz o nich tylko ty
Ja nie umrę nigdy, bo ja nie umieram wcale
Śmierć mnie nie chce widzieć
Ja tyle razy stałem na krawędzi
Z zwierzchnością oko w oko
Umierałem tyle razy, ale ciągle ciągne ten wózek
Swym zapałem pasującym do kamieni
Wkurwiam naraz, kiedy pragnę żyć, to niechce
I na odwrót
Choć się staram z kostuchą dogadać
To jak ta pizda kręci
Smokowi pomogła ami nie chce przyjebać pieczęci
Na bilecie go to wymarzony Eden
Chociaż rzucić okiem jak wygląda raj
Bo nie wiem, czy w ogóle warto walczyć jest to pytanie
Dręczy, jeśli walczyć, to do, kiedy od dawna się kręci
W kółko powraca i łape wciąga(?) w bagno
Gotów sytuacje, które chęć do życia kradną
Roztrzaskane pięści blizny ból coraz więcej
Rozpierdolić w pizdu i umrzeć czym prędzej
Moje brudne serce tłoczy brudną krew
Brudnymi żyłami płynie
Ta tęsknota i gniew
Zaproszenie, by zatańczyć ostatni raz
Tango śmierci
Po czym zasnąć na zawsze z pamięci
Kasując te wszystkie złe myśli
Przekleństwa kurewstwa
Co żyją mym życiem
Jest jak choroba dziedziczna
Bez powodu nabyta
I wyniszcza człowieka nie dając mu żyć pełnią życia
Myślę opcja eutanazja
Pod kołami tira, gdy nadarzy się okazja
Bo ja w takich chwilach sram na, to życie
Sam zabić siebie mam ochotę
Happy End stylem bycie
Oznajmij światu
Tak rozkminiam, kiedy sił brakuje
I brakuje wiary, by ponaprawiać błędy
CO ciążą i huj z tym moje, czy czyjeś
Na krawędzi, ale ciągle żyje
Kiedy przyjdzie nowy dzień
Kiedy wstanę rano
Spojrzę w lustro i zobaczę twarz do wczoraj przegraną
Cały czas odmienię ten
Smutek płynie ze snem
Jutro będzie nowy dzień
Chociaż teraz jestem
Kiedy przyjdzie nowy dzień
Wtedy wstanę rano
Spojrzę w lustro i zobaczę w ten szanse na wygraną
Wczorajsze zwątpienie i smutek płynie ze snem
Jutro będzie nowy dzień
Bo ty przy mnie jesteś